Nie ma to jak po 20stu minutach pisania usunąć wszystko co powstało..
W głowie mam burdel, w sercu zamęt.
Reset kacowy uważam za rozpoczęty.
Po kolei więc..
Juwenalia to nie jest wymówka, sesja to też nie jest wymówka, więc co jest prawdziwością? Zasłaniamy się tym co dzieje się w danej chwili, aby nie pozwolić odkryć tego co jest naprawdę.
Mam nadzieję, że ten dzień wyjaśni wszystko.
Chyba mam jakieś problemy emocjonalne i znów uciekłam w alkohol....a tak dobrze było mi bez niego. Wygladam na trzeźwą a film się zrywa? Dziwne..niestety prawdziwe. Musze to skończyć, ale czy dam radę?
Samej może być ciężko, ale od czego jest ten ktoś, choć w sumie chyba tego ktosia jest aktualnie brak. Ale to później.
Tak, więc pierwszy plan na dziś to...WSTAĆ, WYPIĄĆ PIERŚ I POWIEDZIEĆ: "MAM PROBLEM, POMOCY.!"
Sesja już się kończy, za tydzień wyjeżdżam stąd, no 1 czerwca w sensie, że i trochę boję sie o Nas.. stąd emocjonalne burze. Nie chcę chyba tego stracić.
Troszkę presji jest aby zdać dobrze tą sesję, ale mało czasu na ogarnięcie wszystkiego, bo terminy dopadly mnie wszystkie jednocześnie praktycznie. A do tego juwki kolejne, więc..no wiadomo. Jeszcze godzinę sobie daje i zabieram się za wszystko.!
Pierw zakażenia, a później strategia na KM i PR.
A co dalej? Jakies załamanie miedzy nami, widoczne tylko z mojej perspektywy. Na całe szczęście jest rozsądniejszy, ale jego rozsądek doprowadza mnie do furii chwilami, czuję sie odrzucona np. I temu tez dzis trzeba zaradzić, najlepiej wspólna rozmową.! Musze znaleźc na nią czas i On też, tylko że On ma egzamin, o ile zaliczy pierw ćwiczenia, które zalicza teraz...
Hmm jak człowiek sie delikatnie zastanowi to wszystko jest do zrealizowania, więc...czym ja sie przejmuję? To jest łatwiejsze niż myślałam.
Muszę tylko otworzyć się na ludzi na chwile i nie kumulowac emocji w sobie. Proste.! Chociaż..niekoniecznie, ale niech będzie że jest proste, bo na pewno jest do zrealizowania.!!
Kilka zdań i od razu lżej, wszystko się w głowie szybko układa, to co tutaj i to co wyłacznie w głowie.
W takim razie...czas wziąć się do roboty.! Za siebie, za studia, za związek też.!
Jemu też by się taki reset przydał..
Dziś na juwkach Marika i IRA, więc? Przepięknie jest.!!
No dobra, przyznaję...I'M A STUPID GIRL. Tak.. Bałam się czegoś czego nie powinnam, wkręcałam sobie etc etc.. Powiedział mi o co chodzi i znów wyszło na to, że jestem panikarną, czyli nic nowego. Ale chyba potrzebuje czasem tak popanikować, żeby później czuć się lepiej kiedy on tłumaczy mi po raz kolejny swoje zachowanie. :)
Uwielbiam kiedy jest ze mną, przy mnie etc etc.
I coś na dziś.. Coś co puścił mi wczoraj przed snem. :)
Kuba Nycz - Kołysanka dla chłopaków
http://youtu.be/1oITqtIc43s
I..juwenalia czas rozpocząć.! Pada, więc nasze juwenalia spedzimy w moim łóżku :) A jutro może pojadę do chlopaków na urodziny? :)
Nie chcę zawracać im głowy soba, ponieważ cała trójka ma swoje problemy i nie potrzebują jeszcze moich. Tak więc ja znów zamilczę i tylko będę słuchać. Może przez słuchanie ich sprawię, że odciagnę głowę od swoich problemów?
A najbardziej intryguje mnie On. Ja rozumiem, że można miec zły dzień, chcieć się wyciszyć, wyalienować, czy pojęczeć. Ale jego zachowanie przebija zachowania chyba wszystkich napotkanych przeze mnie ludzi. Non stop ma złe dni i alienuje sie wtedy nie dopuszczając nikogo do siebie, nawet mnie. A ciągle powtarza, że jedyną dobra rzeczą jaka go spotkała w ostatnim czasie to JA.. WTF? Skoro jestem najlepszą rzeczą jaka go spotkała w ostatnim czasie to może mnie do siebie dopuść.! Ten związek jest inny niż wszystkie poprzednie, ten czlowiek jest całkowicie różny od innych. I ja już sama nie wiem czy jestem szczęśliwa.. Męczy mnie ta jego alienacja.. A problemy powinno sie rozwiązywać we dwoje, dzielić się nimi z kimś, nie można wszystkiego dusić w sobie.. Boli mnie jego zimnośc, alienacja i smutek..
On.. Jest, ale go nie ma bo jest w WWA na Sonisphere, tzn już wraca. Jest inaczej niż z Em, czy z eM, jakos dziwnie, ale chyba dobrze. Musze strofować samą siebie. On mi nie każe, ale widze, że chwilami ma dość moich zachowań euforycznych. Może zależy od poziomu jego zeuforyzowania. Nie wiem.
Ona.. Ja naprawdę nie wiem już co myslec o niej, jej związku, mętlikach, strachach etc. Chciałabym ją jakoś wesprzeć. Ale jak? Nie przytule jej mówiąc że będzie dobrze, bo najzwyczajniej w swiecie w to nie wierzę. I naprawdę oczekuje końca tego związku. Na poczatku strasznie sie cieszyłam, że są razem. Nie wiem może rok to trwało, może dłużej. Nie pamiętam. Później po każdej imprezie i nie tylko myślałam sobie, że jej wspólczuje, że mogliby sie rozstać, że on jest iodiota, ale jej tego nie mówiłam. Nie chciałam wprowadzać do jej głowy metliku kiedy to była szczęśliwa. Później sama przyszła sie wygadać. Miała obiekcje czy ciągnąc to dalej czy nie, ale i nadzieje, że jednak sie uda, że się to wszystko pozmienia, że będzie dobrze. Ale po 7 i 8 miesiącach sytacja nie zmieniła się na lepsze, więc ja jestem jednego zdania. Zostawić go. Bo po co marnować swoją młodośc z kimś z kim sie non stop kłóci, od kogo dostaje się w twarz, kto robi z siebie idiotę praktycznie na każdym kroku. Nie widzę w tym sensu. Ona sama też chyba nie, ale ciagle ma niby nadzieję, że się on zmieni. A prawda jest taka, że się nie zmieni. Chyba że na chwilę, a później znów będzie taki sam. A ona jest śliczną, drobniutką i miłą osobą, więc mogłaby mieć kogoś kto faktycznie zasłużył na bycie z kims takim. Ale nie, bo nie chce być sama, bo się boji tego co będzie później. Dla mnie to szukanie powodów na siłe, Podtrzymywanie swojej nadziei wadami rozstania. Chwilami te wady sa tak wymyślne, że chce mi się śmiać, ale nie wypada. Takie no iście serialowe, czy filmowe. Sama już nie wiem co mam jej mówic, co robić. Gościa wole unikać. Jak ost zobaczyłam go nad wodą to no cóż... Musiałam zachowywać się normalnie, ale wcale nie chciałam z nim gadać, ani na niego patrzeć. Co więcej kombinowałyśmy wtedy wyjazd z dziewczynami na majówke jednodniowa i myślałyśmy, żeby i ją zabrać, ale później uznałyśmy, że jak ona to pewnie i on a żadna z nas trzech nie chciała z nim jechać. Na całe szczęście auto uległo zepsuciu więc wycieczka została odwołana. Zresztą kurcze jak go poznałam, kiedy jeszcze nie byli razem to bardzo go lubiłam, później zaczął sie okres "klikania w reklamy" kiedy to nie potrafił mówić o niczym innym tylko o tym, truł tyłek każdemu. Truł do tego stopnia, że chwilami osiągałam skrajny szczyt irytacji i to nie tylko po alkoholu, na trzeźwo też potrafił. Później byl fm czy cos takiego. Dziwnym jest czlowiekiem. Odbieram go jako osobę egoistycznie poglądową. Tzn, że jego zdanie jest najważniejsze i tylko on ma rację. Jakakolwiek kiedykolwiek dyskusja wynikła to kiedy kończyły mu się argumenty za jego poglądem to zawsze wyciągał minusy czyichś poglądów. Szczególnie jedną taką akcje kojarzę. Chyba na tegorocznych ostatkach. Ahh no tak, wtedy tez się nawalił i robił z siebie idiotę, a ona wyszła i pojechała do domu. A on skitował to tylko słowami "przejdzie jej". Przejdzie jej i owszem, a właściwie ucichnie. Za to szkoda, że jemu jego durne zachowania nie przechodzą i że nie potrafi zauważyć jak toksyczny jest ich związek. I owszem trwa dlugo, jego to chyba pierwszy taki poważny jest. Ale wg mnie jeśli jest tyle rzeczy przeciw to powinno sie rozejść. Zresztą to nie tylko moje zdaniem, ale kilkorga naszych znajomych. Co więcej przyjaciel jej faceta też twierdzi, że to nie ma sensu.. Ale nie będę się juz wtrącać, obiecuję. Będę siedzieć cicho, nie będę komentować, ewentualnie pogłaskam ją po głowie, żeby wiedziała, że jestem blisko. Chciałabym aby była szczęśliwa. I myśle, że wie że jesli będzie trzeba otrzeć jej łzy to ja to zrobię, ale już nie będę się wtącać. To musi być ich decyzja. A własciwie jej, bo ona za każdym razem mu ulega.. A to już chyba nie pierwszy raz podczas takiej rozmowy mu uległa, a po ulegnięciu nie jest wcale jakoś lepiej, jest tak samo..
Oni.. Spotkałam ich wczoraj i znów poczułam sie dobrze. stęskniłam sie za tymi ludźmi i to strasznie miłe było kiedy pytali czy przyjdę na juwe do nich i mnie zapraszali na imprezy i jak za dawnych czasów gdy studiowalismy razem. Nawet notatki na za rok mi oferowali. Super. Poczułam sie szczęśliwa wsród swoich współstudentów tych starych, politechnikowych, bo Ci z uniwerku to jakaś porażka..
Wreszcie po rocznym noszeniu na sobie wiosiorka od Marcina postanowiłam go wymienić na coś z nim niezwiązanego. Do latwych czynności to nie należalo, ale udało się.
Postanowiłam zamknąć rozdział przeszłości więcej do niego nie wracać, przynajmniej w najbliższych dniach, tygodniach, miesiącach.
Chcę spróbować odbudowac swoje szczęście. Czy sie uda tego nie wiem, ale próba nie strzelba. Może będę płakac, ale myślę, że niebardziej niz po tym jak ten dupek wyjechał i mnie zostawil, nie obiecując niczego a zarazem tak wiele.
Koniec tematu.! Rozdział zamknięty.
Czas na rodział nr 3. Michał...
Człowiek skomplikowany, ale ciekawy. Miły, dobry i wyjatkowy, a zarazem zimny i niedostępny. Perfidny, chamski, egoistyczny i wredny, ale i wesoły, delikatny, słodki i opiekuńczy.. Czas pokaże, czy ten nowy rozdział będzie miał siłę przebicia.
Muszę tylko nauczyć się rozsądnego myślenia i dorosłych zachowań ;)
skomentuj (0)
Kiedy wychodził to poczułam strach. Zaczęłam mieć dziwne przeczucie, że jesli dam mu wyjść to już tutaj nie wróci.. Nie wiem o co chodziło.. Do domu dotarł.. Obiecał, że wróci i że będzie na siebie uważał.. Skąd ten strach, skąd takie dziwne przeczucie? I skąd nagle we mnie taki smutek?
skomentuj (0)